Forum Chłoniak u psów Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta
Co wybrać

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Chłoniak u psów Strona Główna -> Terapia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kasik
Nowicjusz
Nowicjusz



Dołączył: 02 Lip 2015
Posty: 1
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 8:42, 02 Lip 2015    Temat postu: Co wybrać

Witam wszystkich serdecznie, wczoraj dostałam przykrą diagnozę. U mojej suczki wykryto chloniaka centroblastycznego. Dostałam w e-mailu od weta propozycje leczenia psiaka ale nie bardzo wiem która byłaby najrozsadniejsza. W tresci wiadomosci mam rozroznione leczenie na chemioterapie w tabletkach która daje krótszy czas przeżycia oraz chemię w kroplowkach która ma trochę dłuższy czas przeżycia w tym jedna tzw inwazyjne czyli najsilniejsza która daje najdłuższy okres życia i złudne nadzieję ze piesek znajdzie się w tych 10-15% wyleczenia. Muszę podjąć decyzję o leczeniu ale nie bardzo wiem czy faktycznie musi to być ta najbardziej inwazyjna kroplowka żeby był chociaż cień szansy na całkowite wyleczenie psiaka. Co o tym sądzicie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CaraBella
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 05 Lut 2014
Posty: 383
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: okolice W-wy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 7:02, 04 Lip 2015    Temat postu:

Witaj na forum. Bardzo mi przykro ze Twoja sunia ma to swinstwo.
No cóż, to chyba vet może określić jakie są faktycznie alternatywy, bo bbadał psa i także wie jakich perspektyw oczekiwać przy różnych terapiach. Żadna nie daje gwarancji, ale wygląda na to, że najskuteczniejsze są terapie wielolekowe. Nie jestem specem- ale choćby z historii psiakow na forum widać, że przy samych tabletkach przegrywa się dosyć szybko. Przeczytaj kilka historii to będziesz wiedzieć- ale niezależnie od decyzji nie zwlekaj, bo trzeba działać szybko.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ewa888
Uczestnik
Uczestnik



Dołączył: 24 Lip 2014
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:20, 04 Lip 2015    Temat postu:

Witam i bardzo wspolczuje. Czy wybralabym drugi raz chemioterapie - nie wiem. Wedlug statystyk podawanych na Bialobrzeskiej - piesek bez chemii ma szanse przezycia od 4 do 6 tygodni. Czy pozwolic mu odejsc, zapewniajac milosc, spokoj i ewentualne lekarstwa usmierzajace cierpienie w tych ostatnich dniach? Czy walczyc, bo moze uda sie przechytrzyc chorobe? Wydaje mi sie, ze najwazniejszy problem - kiedy narazam swojego Przyjaciela na wieksze cierpienie. To jest bardzo ciezka decyzja. Wedlug Jagielskiego leczenie tabletkami pozwala na przedluzenie zycia do 3 miesiecy. Chemia w kroplowkach - do 10-12 miesiecy. Ale wedlug badan Swiatowej Organizacji Zdrowia WHO przy chloniaku T-komorkowym czas przezycia pieska poddawanego chemioterapii wynosi 246 dni. Warto wiec zauwazyc, ze typ chloniaka ma znaczenie. Jakis czas temu Jagielski potwierdzil, ze leczenie pieska z chloniakiem typu T pozwala wydluzyc zycie do 7 miesiecy, czasami dluzej.
Jednak przyjal 25 tygodniowy schemat leczenia mojego pieska. Najbardziej drastyczny , z doksorubicyna. Przy zalozeniu, ze wszystkie wizyty odbylyby sie zgodnie z planem - moj Przyjaciel do konca zycia poddawany bylby chemii. Majac obecna wiedze - nie zgodzilabym sie na to drugi raz. I wierze, ze taka decyzja bylaby wyrazem mojej milosci. Zaluje czasu, ktory moj piesek stracil unieruchomiony pod kroplowkami - chemia, nawadnianie, dozylne dokarmianie. Pozostane juz z pytaniem - po co bylo to szarpanie? Co tydzien godziny w przychodni, potem wymioty,biegunki, brak apetytu, sterydy, lekarstwa oslaniajace inne organy. niszczone przez chemie... A gdy moj piesek dochodzil do siebie, znowu go wiozlam na kolejna dawke... Taki mu zapewnilam komfort ostatnich dni. Chloniak T jest nieuleczalny. Niepotrzebnie pozwolilam meczyc swojego pieska. Teraz tak mysle.
Oczywiscie, posluchaj porady veta, moze skonsultuj sie w kilku przychodniach. Postaraj sie poczytac jak najwiecej na temat skutkow ubocznych lekarstw stosowanych w chemioterapii. Poczytaj o odpowiedniej diecie. Musisz wiedziec, ze bardzo wazne jest monitorowanie ogolnego stanu zdrowia pieska - nie tylko morfologia krwi, ale tez biochemia, sprawdzanie czynnosci watroby, nerek - i analizowanie wynikow tych badan PRZED podaniem chemii. Wszystkich badan - nie tylko poziomu leukocytow.
Przed Toba trudna decyzja. Bardzo wspolczuje.
Na forum sa rozne historie. Jest kilka optymistycznych. Niestety, nikt Ci nie powie, co wybrac, bo to jest wielka niewiadoma. Jesli podejmiesz decyzje o leczeniu, postaraj sie trafic do dobrego veta. Moze niekoniecznie do tego najbardziej reklamowanego. Moze lepiej tam, gdzie jest mniej rutyny, a wiecej czasu dla indywidualnego pacjenta.
Trudno powiedziec, czy naleze do przeciwnikow chemioterapii zwierzat. Chyba nie. Jesli jest szansa, ze chemioterapia rzeczywiscie pozwoli mojemu psu (kotu) na dluzsze, dobre zycie - jestem za leczeniem. Ale jesli bylby to chloniak typu T - mialabym juz bardzo duze watpliwosci.
Oczywiscie, pod warunkiem podjecia przez veta chemioterapii uwaznej, odpowiedniej do stanu pacjenta. Takiej, ktora rzeczywiscie pomaga, a nie szkodzi. Bo - jak slusznie zauwaza dr Indegarden - chemioterapia to nie tylko podawanie kroplowki z chemia.

Pozdrawiam serdecznie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ewa888
Uczestnik
Uczestnik



Dołączył: 24 Lip 2014
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 11:58, 07 Lip 2015    Temat postu:

Przepraszam za blad - oczywiscie chodzilo o dr Ingarden. A oto cytat z jej wypowiedzi: - "Bo chemia to nie tylko podanie leków. To potrafi każdy. Chemioterapia to sztuka prowadzenia pacjenta onkologicznego. Trzeba wybrać odpowiedni program, dobrać zestaw koniecznych badań dostosowany nie tylko do rodzaju chłoniaka, ale też do kieszeni właściciela, trzeba umieć radzić sobie z objawami ubocznymi. A na końcu najtrudniejsze: powiedzieć w odpowiednim momencie STOP, dalsza walka nie ma sensu. I przekazać tę informację właścicielowi zwierzaka".
W przypadku mojego pieska vet prowadzacy chemioterapie zawiodl calkowicie.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
mala_czarna
Moderator
Moderator



Dołączył: 08 Mar 2007
Posty: 1806
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 7:51, 09 Lip 2015    Temat postu:

Witam i ja w tych smutnych okolicznościach Sad
W zasadzie mogłabym podpisać się pod wszystkim co napisała ewa. Trzeba dobrać leczenie do rodzaju chłoniaka, co do zasobności portfela właściciela (smutne, ale taka prawda). Na bieżąco informować właściciela o skutkach ubocznych, które praktycznie zawsze pojawiają się podczas leczenia chemią. Moja sznaucerka miała chłoniaka limfoblastycznego, i na dzień dzisiejszy wiem, że gdyby nie chemia, nie uratowałabym jej życia o ponad dwa lata. Al;e każdy właściciel powinien podjąć tę decyzję sam, i co najważniejsze, mieć dużo szczęścia żeby trafić na rozsądnego, mądrego i dobrego weta Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Izula
Nowicjusz
Nowicjusz



Dołączył: 21 Lis 2015
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 8:10, 21 Lis 2015    Temat postu:

Dzień dobry. Witam, choć wolałabym nigdy Tutaj nie trafic. Czytam forum od paru dni ale miałam mały kłopot z zalogowanie. Skoro jednak się udało to chciałabym Was zapytać, co zrobić? co wybrać? Otrzymałam już tę straszną diagnozę : chłoniak mieszany wielopostaciowy z komórek małych i dużych
Komentarz: chłoniak z obwodowych komórek T w dodatku z hiperkacemią.

Z tego co tu wyczytałam to chyba najbardziej złośliwe bydlę i nie daje szans Sad Zdecydowaliśmy się na chemioterapię podawaną dożylnie tyle że nie wiem co wybrać czy te bardziej agresywne protokoły czy łagodniejsze. Boją się żeby nie było tak jak napisała poprzedniczka parę postów wyżej że do końca życia będziemy siedzieć na kroplówkach , a ja mam taki cel aby ten czas który pozostał Sunia przeżyła jak najbardziej komfortowo dla niej. Ona ma dopiero prawie 5 lat a choroba spadła tak nagle że jeszcze nie wierzę....Doradźcie, bo ja już odchodzę od zmysłów. Iza


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CaraBella
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 05 Lut 2014
Posty: 383
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: okolice W-wy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:01, 22 Lis 2015    Temat postu:

Witaj Izula-przykro mi, że twoja Sunia też zmaga się z chloniakiem. Faktycznie, chloniak T jest paskudny i daje statystycznie krótszy czas przeżycia. Nie wiem co można doradzic w kwestii wyboru protokołu- każda opcja ma jakieś konsekwencje- i tu wet powinien przedstawić Wam rozne możliwości i wytłumaczyć z czym się wiążą. My wybraliśmy najagresywniejsza opcję- m.in. dlatego, ze ten protokol dawal szanse na jakis czas bez wznowy i kolejnych podan lekow- u nas to bylo 14 miesiecy ( byłoby pewnie dłużej, gdyby nie inny nowotwór)- u nas byl chloniak B- ale też spotkakam w trakcie leczenia inne psy - z chloniakiem T także na agresywnych protokolach.
Jakie opcje Wam zaproponowano? Gdzie leczycie Sunie? Faktycznie chemioterapia komplikuje mocno życie- ale skoro się na nią decydujecie to i tak wiadomo, że jakaś uciazliwisc się z tym wiąże. Przede wszystkim jednak- niezależnie o wyboru opcji- trzeba terapię zacząć jak najszybciej- wtedy szanse na dłuższe/ komfortowe życie psa sa większe.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Izula
Nowicjusz
Nowicjusz



Dołączył: 21 Lis 2015
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:13, 22 Lis 2015    Temat postu:

Zaczynamy w przyszłym tygodniu w Wa-wie. Zaproponowano nam ten bardziej agresywny schemat , jest tam wiele leków , najpierw podawanych co tydzien . winkrystyna cyklofosfamid doksorubicyna/epirubicyna - chlorambucil potem jeszcze lomustyna. Ten cykl jest rozpisany na 17 tygodni ale czasem leki co 2 trzy tygodnie, więc wszystko potrwa dwadzieścia parę tygodni. Im więcej czytam tym więcej watpliwości. Chcę aby miała dobre życie to które jej zostało, to jest priorytet.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CaraBella
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 05 Lut 2014
Posty: 383
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: okolice W-wy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:36, 22 Lis 2015    Temat postu:

Wiadomo, że chodzi o jak najlepszy komfort jak najdłużej. Problem w tym, że żaden protokół tego nie gwarantuje- brak leczenia tym bardziej. Leki, które wymienilas mają skutki uboczne- u nas np. problemem były biegunki i watroba po lomustynie; prawdopodobnie po sterydach jest osłabienie mięśni- co skutkuje problemami ze wstawaniem u Belli. Ale nie żałuję podjętej decyzji- chociaż w trudnych chwilach- zwłaszcza na początku leczenia - miałam mnóstwo wątpliwości czy to słuszna droga.
Życzę trafnej decyzji i nak najlepszego stanu Suni.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ewa888
Uczestnik
Uczestnik



Dołączył: 24 Lip 2014
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:39, 29 Lis 2015    Temat postu:

Witaj Izula. Teraz gdy mysle o kuracji mojego pieska z chloniakiem T - wybralabym tabletki. Nie chcialabym, zeby moje zwierzatko znowu lezalo kilka godzin unieruchomione pod kroplowka co tydzien. Potem przez nastepne dni wciaz nawadnianie i znowu lezenie. Na szczescie nauczylam sie sama robic podskorne zastrzyki, nie wozilam pieska do przychodni. Ale biedactwo i tak na ogol w domu lezakowalo, bylo apatyczne- a ja slyszalam, ze tak jest na poczatku - czekalam, kiedy bedzie lepiej. Niestety, nie udalo sie. Wszystko dzialo sie jak w goraczce - gorsze samopoczucie pieska, diagnoza na SGGW i juz nazajutrz wizyta na Bialobrzeskiej. Niewiele wiedzialam o chemioterapii i oprocz wskazan lekarskich (ile czego kiedy podac) nie dostalam zadnej sensownej wiedzy o odzywkach, odpowiedniej karmie dla pieskow chorujacych na raka (a jest Barf) . Przede wszystkim nie wiedzialam jak wazne jest badanie biochemii - ufalam lekarzowi, ktory podjal sie chemioterapii. Jesli wlasnie tam, na Bialobrzeskiej, rozpoczelas leczenie swojego pieska - badz bardzo uwazna. Zreszta w kazdej innej przychodni tez. Domagaj sie regularnych badan krwi - chodzi o enzymy watrobowe i ich analize PRZED podaniem chemii. Moj piesek mial robiona morfologie - ale tylko pod katem ilosci leukocytow. To bylo wazne - i tylko to - dla prowadzacego lekarza. Biochemia dopiero na trzeciej wizycie. Ale i tak piesek otrzymal chemie zanim znane byly wyniki badania (w laboratorium na Bialobrzeskiej robi sie wylacznie podstawowa morfologie, pozostale badania - w innym laboratorium, wynik dopiero wieczorem, czyli juz po chemii!). Nazajutrz sms z uwagami do badan krwi - ale pamietaj - interpretacja lekarza dotyczy stanu pieska zanim otrzymal chemie. Lekarz opisze Ci wyniki i na ogol zaleci wiecej nawadniania. Moze zwiekszy/zmniejszy steryd. A jezeli enzymy watrobowe, parametry mocznika, kreatyniny juz przekraczaly normy - po podaniu chemii na pewno sie pogorsza. Musisz o tym sama wiedziec. I dzialac. Mysle, ze dobrze wspolpracowac z innym lekarzem, ktory zadba o ogolna kondycje zwierzaczka. Onkolog (ten onkolog) nie ma na to czasu. I bardzo trudno skontaktowac sie z nim osobiscie/telefonicznie, poza wizyta na Bialobrzeskiej - gdzie na ogol bardzo sie spieszy, bo ma duzo pacjentow. Moze teraz to sie zmienilo, nie wiem. Sprawdzaj tez poziom potasu we krwi pieska, bo Furosemid go wyplukuje , nalezy to uwzgledniac w diecie . Jesli piesek nie bedzie mial apetytu, zadbaj o kroplowki wzmacniajace (Duphalyte). Bo oprocz siemienia lnianego, oleju z rekina, lekarstw oslaniajacych watrobe, wycofywania weglowodanow z pokarmu - zwierzaczek musi miec sile do pokonywania choroby. Uczylam sie tego wszystkiego w trakcie chemioterapii mojego pieska - i niestety, nie od lekarza prowadzacego. Moze mielismy wielkiego pecha, bo sa na tym forum wpisy pozytywne na temat dr J. Pozdrawiam.

Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Izula
Nowicjusz
Nowicjusz



Dołączył: 21 Lis 2015
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 11:52, 29 Lis 2015    Temat postu:

Bardzo dziękuję za ten wpis i wskazówki. Niestety one dla mojej Suni już nie przydadzą się. Umarła w męczarniach po podaniu pierwszej dawki chemii.Faktycznie nie doczekałam się odpowiedzi na smsa wysłanego wieczorem o niepokojącym stanie, to nie tak miało wyglądać....W nocy z nieprzytomną pojechałam do lecznicy w moim mieście , weterynarz stwierdził że jest w ciężkim stanie. Dostała środki przeciwbólowe , była bez kontaktu. Do rana w letargu przerywanym skowytem, straciła wzrok, rano biegunka z dużą ilością krwi. Tego co się działo nie znajdziecie w żadnych ulotkach ani informacjach, tam jest napisane że 10% psów ma ciężkie powikłania. Moją sunię chemia zabiła, nigdy sobie tego nie wybaczę. To ja podpisałam tę zgodę na podanie trucizny, chyba nikt kto ją podpisuje nie myśli o tym,że faktycznie może to zabić... Na tym forum jest wiele historii walki o życie naszych przyjaciół, nasza jest chyba najkrótsza -jedna dawka i śmierć . Miałyśmy pecha, wszystkim walczącym życzę siły i szczęścia. Ja po tej nocy wiem jedno. NIGDY w życiu jeśli jeszcze przyjdzie się zmierzyć z nowotworem nie podam psu chemii po tym co przeżyłam, a moja Sunia niestety nie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
ewa888
Uczestnik
Uczestnik



Dołączył: 24 Lip 2014
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: warszawa
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:48, 29 Lis 2015    Temat postu:

O moj Boze, jak mi strasznie przykro, biedna, biedna Sunia. Z tego , co napisalas przypuszczam, ze to ten sam lekarz. Skad moglas wiedziec, chcialas dobrze dla zwierzatka. To nie Twoja wina, Ty nie masz wiedzy, ktora on powinien posiadac. Na pierwszej wizycie poddal Cie szantazowi emocjonalnemu - albo stracisz Przyjaciela za 4-6 tygodni albo zdecydujesz sie na leczenie, ktore teraz, juz, trzeba zaczynac. Czy tak bylo? U mnie wlasnie tak. I te statystyki - przedluzenie zycia do 10-12 miesiecy, moze dluzej. Potem dopiero przeczytalam, ze to nieprawda. Wedlug badan WHO statystycznie piesek z chloniakiem typu T, poddany chemioterapii ma szanse przezycia okolo 250 dni, w tym jest chemia i nawrot choroby. Wiec o jakim komforcie mowi dr J. na pierwszej wizycie? Chyba o swoim, przychodnia jest jedna z niewielu, ktore prowadza chemioterapie. Na szczescie to juz sie zmienia.
Wiem, co przezywasz. To jest okropne. Chcemy jak najlepiej , zrobimy wszystko , jestesmy przekonani, ze podejmujemy dobra decyzje - ale nie jestesmy przygotowani na to, ze lekarz, ktoremu powierzamy zdrowie i zycie naszego Przyjaciela absolutnie zawiedzie.
Brak odpowiedzi na smsa - jestem pewna, ze to ten sam lekarz. Juz to, co piszesz - ze nie bylo rozmowy telefonicznej, tylko sms - jest potwierdzeniem.
Jest takie forum Krakvet - czy wiesz, ze dr Orzel, ktory tam odpowiada na pytania czesto podaje publicznie swoj nr telefonu i prosi o zatelefonowanie , zeby w bezposredniej rozmowie udzielic odpowiedzi. Niewiarygodne, prawda?
To juz niczego nie zmieni, nie cofniemy czasu , ale chce Ci powiedziec, ze tez nie myslalam, ze moj piesek w krytycznej sytuacji zostanie bez jakiejkolwiek pomocy . W dodatku przez 9 dni bylam trzymana w nieswiadomosci co do jego stanu zdrowia. Na moje zaniepokojenie i watpliwosci wyslane mailem (zgodnie z informacja - "nie odbieramy telefonow bo pracujemy, smsy tylko w naglych przypadkach") przyszla odpowiedz totalnie absurdalna. Zamiast skierowac nas natychmiast do lekarza - bo juz na Bialobrzeska nie jezdzilam, dr J . dwa razy twierdzil, ze na razie nie ma takiej potrzeby - otrzymalam w tym mailu mnostwo pytan miedzy innymi: "co jeszcze sie dzieje, czy to nawrot chloniaka"? KTO mial na to odpowiedziec lekarzowi? A gdy juz bylo makabrycznie, to znowu smsy - i porada "trzeba jechac na nocny dyzur". Nie zdazylismy. Minely 2 lata. Wciaz nie moge sie uwolnic od poczucia winy. Jest dla mnie niezrozumiale, ze zamiast zatelefonowania - latwiej pisac maile i smsy. Brak odwagi? Empatii? Dlaczego w tak trudnej, ostatecznej chwili nie ma mozliwosci kontaktu z lekarzem ??? Ale po co ja pytam...Moj piesek mial toksyczne zapalenie watroby (dowiedzialam sie po jego smierci, nie od dr J.) - a otrzymal doksorubicyne. Blad lekarski? Byc moze. Ale dlaczego nazajutrz uspokajajacy mail - enzymy watrobowe "dosc wysokie, ale to spodziewane, zwiekszyc nawodnienie". Spodziewane???
I nic poza tym! Po trzech dniach parametr Alt 1015, bardzo wysoka goraczka, innych szczegolow zaoszczedze - kilka kolejnych dni proby ratowania na Bialobrzeskiej - ostatni raz lekarz konczy dyzur i wychodzi do domu!!! - i przekazuje informacje, zeby nauczono mnie robic dozylne kroplowki - mam leczyc pieska samodzielnie w domu. Nie chce tego wszystkiego pamietac. Moj piesek otrzymal 4 dawki chemii. Zyl niecale 6 tygodni od podjecia leczenia przez dr J. Chloniak byl w remisji juz po pierwszej chemii - przynajmniej takie sa wpisy w kartach wizyt. Zylby dluzej, gdyby oprocz podawania chemii lekarz zadbal o ogolny stan zdrowia pacjenta. Niestety, nie dbal o to.
I to jest przerazajace. Wciaz zbieram sie do napisania skargi do Izby Weterynaryjnej i ciagle rozstrajam sie psychicznie, gdy widze (we wpisach w karcie pacjenta) zaniedbania do jakich doszlo w przypadku mojego pieska... Mysle, ze trzeba o tym mowic glosno, zeby zaoszczedzic cierpienia innym stworzeniom i ich wlascicielom. Bardzo, bardzo serdecznie Cie pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Izula
Nowicjusz
Nowicjusz



Dołączył: 21 Lis 2015
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:05, 29 Lis 2015    Temat postu:

Dziękuję bardzo za pozdrowienia. Chciałabym powiedzieć, że ja byłam tylko dwa razy na Białobrzeskiej i daleka jestem od wystawiania ocen. Po potwierdzeniu diagnozy otrzymałam jak sądzę standardowy mail z propozycjami schematów leczenia i z sugestią aby zastosować schemat najbardziej agresywny, bo chłoniak T z hipercalcemią. Podczas wizyty po 6 dniach od pierwszej - dawka Vincristine. Jedno o co mam żal to brak odpowiedzi na tego smsa wieczorem -bo może wtedy jeszcze można było coś zrobić. Ja tkwiąc przy konającym jak się okazało psie nie do końca widziałam że jest aż tak źle, tuliłam ją w bólu, zwilżałam pyszczek wodą ze strzykawki. Dopiero wet w lecznicy ok. północy uświadomił mi, że to ciężki stan. Dziś żałuję mojej decyzji, ale wtedy po zapoznaniu ze statystykami i po przeczytaniu wpisów na forum myślałam, że ukradniemy te 6-9 miesięcy, nie udało się. Prawda jest taka, że tej choroby nie można wyleczyć, zawsze się przegrywa jedni wcześniej inni później. My niestety na samym początku. Pozdrawiam wszystkie psiaczki i właścicieli którzy walczą.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
just
Nowicjusz
Nowicjusz



Dołączył: 26 Mar 2016
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 0:24, 08 Kwi 2016    Temat postu:

ewa888, jak czytam Twoje wpisy to buzuje mi krew. Przede wszystkim dlatego, że aż nie mogę uwierzyć, że jest to niemal analogia do tego co spotkało mnie na Białobrzeskiej. Czytając Twoje wpisy czuję jak przeżywam ten horror na nowo - to co spotkało naszego psa.

My leczyliśmy się u p. Jankowskiej. Podobno wiele lat uczyła się pod okiem p. Jagielskiego, który jak nam mówiono jest wybitnym specjalistą, tylko trudno się do niego dostać. Po Twoich wpisach już domyślam się czego p. Jankowska się nauczyła od swojego mentora, bo działa bardzo podobnie.

Mój pies miał również chłoniaka. Po potwierdzeniu tego kolejną biopsją dostaliśmy maila z możliwymi drogami leczenia przy czym chemia dawała szanse na całkowite wyleczenie.
Dostaliśmy jedynie informacje, że chemia będzie podawana co tydzień w kilku cyklach z przerwami 2 tygodniowymi po zakończeniu każdego cyklu.

Nikt nie informował nas, że wiąże się to z podawaniem sterty leków w domu (niemal co 2 godziny jakaś tabletka), z kroplówkami, zastrzykami oraz o tym jakie jest prawdopodobieństwo wystąpienia powikłań w przypadku mojego psa, który był dopiero co po wyleczeniu problemów z przewodem pokarmowym. Nikt nie uświadomił mnie, że psa będę mogła dotykać tylko w rękawiczkach, że będę musiała nauczyć się w domu robić podskórne kroplówki i zastrzyki, że będę musiała utrzymywać harmonogram codziennego podawania leków i wspomagaczy.

Podczas całej terapii p. Jankowska nie umiała mi wyjaśnić z czego wynikają różne objawy, które skrzętnie notowałam i jej raportowałam, zgodnie z jej prośbą. Po co to robiłam w trakim razie? Skoro i tak nie było odpowiedzi? Wizyta przebiegała ekspresowo, często nie było czasu zadać wszystkich pytań, porozmawiać.

Na moje wielokrotne pytania czy nie zrobić szerszych badań krwi albo usg narządów wew. czy żołądka, z którym mój pies miał problemy przed leczeniem onkologicznym (o czym oczywiście opowiedziałam na pierwszej wizycie) otrzymywałam odpowiedź od p. Jankowskiej: „Nie ma potrzeby”.

Do dziś często patrzę na kartkę z pytaniem do p. Jankowskiej o to czy nie zrobić USG. To wtedy po raz kolejny usłyszałam, że nie ma zupełnie takiej potrzeby. Usłyszeliśmy też, że skoro chcemy wydawać pieniądze to mogę się sama na takie badanie skierować, ale nie ma to sensu.

Wydaje się teraz, że sens był. Poważniejsze powikłania pojawiły się po 4tej chemii. Chociaż nie myślcie, że wcześniejsze chemie przebiegały gładko i że pies zachowywał komfort życia o jakim nas zapewniano. Po 4tej chemii pies przestał chodzić. Podleczono go (podejrzewano kręgosłup) i p. Jankowska podała 5tą chemię - mieliśmy obawy owszem, ale mieliśmy nadzieję, że jesteśmy pod opieką profesjonalisty. Trzeba Wam wiedzieć, że pani Jankowska jak się wypowiada mówi z pełnym przekonaniem i bez cienia wątpliwości. Po 5tej chemii kolejne powikłania, piesek nie wstawał, po codziennych wizytach i podleczeniu go trochę p Jankowska postanowiła zmienić jeden z leków, który piesek przyjmował na Melovem i po nim nasz pies wymiotował całą noc. Następnego dnia powrót do lecznicy, p. Jankowska przywraca wczesniej zamieniony lek. Po tej akcji pies przestał w ogóle jeść, nie chodził, mało pił, ciągle intensywnie sapał.
Pod koniec naszego bywania na Białobrzeskiej i niemal miesiącu borykania się z powikłaniami zrobiono usg i okazało się, że pies ma zapalenie wątroby, trzustki, żołądka i płyn w otrzewnej. Zrobiono pełne badania krwi (na wyniki musieliśmy czekać do następnego dnia). Pani Jankowska zleciła podanie nowego leku o nazwie Bunondol i rozwiała moje obawy o skutki uboczne. Po tym leku mój już i tak wycieńczony pies miał napady lękowe i wyglądało to jakby kontrolował się żeby nawet na chwilę nie przysnąć.

No niestety o komforcie życia psa nie ma mowy przy chemii.

Po niemal codziennych wizytach przez kilka tygodni i takiej intensywności widywania się z lekarką do dziś nikt nie zadzwonił zapytać czemu się więcej nie pojawiliśmy czy jak się pies czuje (nie dlatego się więcej nie pojawiłam, że mój pies nastepnego dnia zmarł). Skoro nie weryfikują losów pacjentów (a widzę nie pierwszy wpis o tym, że lekarze z Białobrzeskiej nie utrzymują kontaktu ze swoimi pacjentami) skąd te statystyki nt skuteczności leczenia, skoro nie weryfikują ilu się nie udało wyleczyć? Być może są to statystyki światowe, ale wobec tego raczej nie aplikują się do poziomu jaki jest w Lecznicy Białobrzeska.

Leczenie na Białobrzeskiej u p. Jankowskiej wygląda tak jak schematyczne działanie z klapkami na oczach. Skojarzenie z taśmą produkcyjną myślę, że słuszne.

Pani Jankowska to osoba zabiegana, nie mająca czasu (podobno obecnie jeszcze robi doktorat i to pochłania jej dodatkowo czas), niecierpliwa, niedokładna (często znajdowaliśmy błędy w wypisach), traktująca właścicieli z góry jak głupich petentów, nie biorąca pod uwagę spostrzeżeń opiekuna psa czy jego sugestii, trudna w komunikacji. Wszystko pod płaszczykiem miłego uśmiechu. Wg mojej oceny brak u p. Jankowskiej umiejętności analitycznych uniemożliwia jej skuteczne rozpoznanie problemu u pacjenta. Bardziej nadaje się na naukowca niż lekarza.

Podawanie chemii wg schematu to za mało by nazywać się lekarzem.

Mojego psa to już nie uratuje, ale może przestrzeże osobę, która natrafi na ten wątek. Żałuję, że nie widziałam wpisu Ewy wcześniej. Pamiętajcie by tak jak pisze Ewa, badać psa nawet na własną rękę (pełne badania krwi, usg) i najlepiej współpracować równocześnie z dobrym internistą, bo jak pojawią się powikłania może być za późno.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Chłoniak u psów Strona Główna -> Terapia Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin