Forum Chłoniak u psów Strona Główna
 FAQ   Szukaj   Użytkownicy   Grupy    Galerie   Rejestracja   Profil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   Zaloguj 

Hunter - 5 letni west
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 39, 40, 41 ... 43, 44, 45  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Chłoniak u psów Strona Główna -> Opowiedz o sobie i swoim psiaku
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
maima
Bywalec
Bywalec



Dołączył: 11 Maj 2018
Posty: 73
Przeczytał: 5 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Śląsk
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 14:15, 17 Cze 2018    Temat postu:

No to super Smile Nadal nie puszczam kciuków. Buziaki dla Was !

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CaraBella
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 05 Lut 2014
Posty: 926
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: okolice W-wy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:09, 19 Cze 2018    Temat postu:

Napisałam wcześniej ale się nie zapisałoSad
Jak Hunterek?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JoRew
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Lip 2017
Posty: 901
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 10:26, 20 Cze 2018    Temat postu:

no właśnie - jak Hunter?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hunter
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Sty 2018
Posty: 426
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 11:00, 20 Cze 2018    Temat postu:

U nas dobrze. Chyba. Apetyt jest super, ale ze spacerkami podobni do Lucka - niby całkiem chętnie wychodzi, ale najczęściej wracamy do domu szybciej niż zwykle. bo nie chce chodzić. Czasem idzie za nami jak taki staruszek - z nóżki na nóżkę. Ale co ciekawe jak zobaczy jakiegoś psa to życie mu wraca.
Węzły - sama już nie wiem. Raz mi się wydaje że jest ok, a czasem że coś wyczuwam. Obiecuję sobie codziennie milion razy że już nie dotykam. A potem dotykam... I w sumie to nie wiem. Obiecuję więc sobie raz jeszcze że już nie dotykam, bo nic to nie zmieni, a w mojej głowie dzieje się dramat.

Przez ostatnie dni Hunterek przytula się do mnie w nocy całkiem regularnie Smile Wczoraj mnie nawet obudził, żebym go pod kołderkę wpuściła. Oddech się bardzo uspokoił. Od przedwczoraj "gwałci" swojego zapaśnika Wink I wypatruje przez balkon suczki - któraś musi mieć cieczkę, ale nie wiem co za jedna Smile Czasem mnie nawet naciągnie na wyjście - wystarczy mi że spojrzy w charakterystyczny sposób, lecę przekonana o sile potrzeb fizjologicznych, a okazuje się że to jedynie chęć wylizania trawnika (fe!) a następnie szybciutko do domu, bo jak mówię - szału na spacerach nie ma.

Nie opuszcza mnie ani na chwilę mega silny strach. Wiem, że powinnam się cieszyć tym co jest tu i teraz, bo nie uniknę nieuniknionego, a czas leci. Ale nie umiem. Wiecznie się martwię i nawet jak jest super dzień to cierpię okrutnie na myśl, że nasze dni są policzone.

Ale coby nie kończyć tym pesymistycznym akcentem to wrzucam zdjęcie (z wczoraj) mojego zezowatego szczęścia Very Happy



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Hunter dnia Śro 11:00, 20 Cze 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JoRew
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Lip 2017
Posty: 901
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 15:51, 20 Cze 2018    Temat postu:

To dobrze, ze oddech mu się uspokoił - to dobry znak.
A kiedy jest następna wizyta i chemia?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
CaraBella
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 05 Lut 2014
Posty: 926
Przeczytał: 6 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: okolice W-wy
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 10:47, 21 Cze 2018    Temat postu:

Hunterkowa- to Twoje "macanie" już ociera się o nerwicę natręctw Wink . Ale ja akurat to rozumiem, chociaż akurat węzłów nie badalam za bardzo bo słabo je wyczuwalam. Ale jak pisałam na wątku Belci- czasem jak spała głęboko i nie słyszałam oddechu to ja budzilam i sprawdzałam czy żyje Shocked .
Chloniak nawet przy wznowe daje nadzieję, jeszcze jest parę opcji pewnie. My w końcowym okresie żyliśmy z wyrokiem i choć lomustyna działała dobrze, to nawet zanim się posypało wiedzieliśmy że siedzimy na tykajacej bombie Evil or Very Mad . To jest ogromny stres (przynajmniej dla mnie tak było), ale chlonelam te momenty najlepiej jak umiałam.
Także dobrze, że piesek ma apetyt i chociaż poprawił mus ie komfort życia i oddycha lżej. Oby i więcej sił odzyskał!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hunter
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Sty 2018
Posty: 426
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:34, 21 Cze 2018    Temat postu:

Asiu - kolejna chemia ma być po trzech tygodniach od poprzedniej, więc wychodzi na to że za 12 dni. Znowu ma być podana lomustyna z asparaginazą.

CaraBello - wiem że to nie ociera się o nerwicę natręctw, a jest nią niestety. Ale ja mam wiele jakichś takich różnych dziwactw i natręctw, więc zdziwiłoby mnie gdyby było inaczej Wink Jakoś specjalnie z tym nie walczę, choć widzę że chyba dla poprawy mojego komfortu życia, warto by było.

A teraz mam jeszcze inne zmartwienie. Wyczułam dwa guzki. Jeden na pośladku, drugi na karku. Oba są w miejscach gdzie robione były zastrzyki, więc liczę na to że to to. Choć tyle różnych chorób już mi po głowie chodzi. Chyba dopiero w poniedziałek będę mogła pojechać do Onkovetu, bo Pani dr przyjmuje rano, a ja nie mam jak się wyrwać z pracy jutro. Nie wiem czy sprawdzić to gdzieś lokalnie czy zaczekać te kilka dni. To wyskoczyło raczej z dnia na dzień, czy macie może wiedzę czy możliwe jest aby guz nowotworowy pojawił się i urósł tak szybko?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JoRew
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Lip 2017
Posty: 901
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Czw 11:41, 21 Cze 2018    Temat postu:

To odczyn po zastrzykach albo kroplówkach - Lucek miał taki wielkości śliwki. Tez chciałam jechać na Bialobrzeska, nawet wyzebralam wizytę w poniedziałek na 8 rano. Ale w końcu nie pojechałam i dobrze. Na usg mi to przy okazji badania sprawdzili, a pani doktor śmiała się trochę ze mnie, ze wpadam w paranoje.

Po czasie mogę ci powiedzieć, ze naprawdę najważniejsze jest samopoczucie psa. Tylko to się chyba liczy - jeśli je, interesuje się światem, to jest ok. U Lucka cieszy mnie dzisiaj to, ze szczeka z tarasu na psy - to jest na dziś jedyny przejaw witalności. Ale jest jakiś.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gosia i Szczepan
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 25 Wrz 2017
Posty: 509
Przeczytał: 6 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:42, 21 Cze 2018    Temat postu:

Pewnie i takie sytuacje są możliwe, ale możliwe jest też, że ciągłe nakłuwanie kończy się takim odczynem. W pewnym momencie każdy zastrzyk u Szczepana kończył się takim guzem, który w najgorszym momencie przypominał połowę awokado. U niego najczęściej po bokach, ale inne miejsca też się zdarzały. Na początku nie wierzyłam, myślałam, jak Ty i pobrano materiał. Nic to nie wykazało. Uprzedzę też może następną "dolegliwość", mianowicie bardzo kruche żyły. Po iluś chemiach one mu pękały, lub robiły się skrzepy, czy jak oni to nazywali bardziej fachowo (chyba zastawki), w każdym razie trzeba było kłuć gdzieś indziej.
Ciałko Huntera jest już pewnie zmęczone ciągłymi zabiegami...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hunter
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Sty 2018
Posty: 426
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:50, 21 Cze 2018    Temat postu:

Dziękuję Wam Dziewczyny! Nie ukrywam, że liczyłam na takie słowa i takie Wasze doświadczenia. Pasuje mi to na odczyn, bo jak mówię - pojawiło się dość nagle i jest w miejscach gdzie robiono zastrzyki. Ale rzeczywiście zastanawiałam czy lokalnie nie robić biopsji. A z drugiej strony wiem jakie mamy rokowania w związku z chłoniakiem.. Raczej i tak nic bym z tym nie zrobiła.

Co do samopoczucia - zgadzam się. Mnie również cieszą takie małe rzeczy, jak to że zrywa się na balkon i szczeka jak ktoś za głośno przechodzi, albo jak bierze swojego miśka, albo jak się przytula w nocy.
Też niestety widzę że Hunterek stał się trochę innym psem. Czasem wydaje mi się taki jakiś obcy, taki nie Hunterkowaty. Taki staruszek - myślę nawet o tym, że tak cierpiałam z powodu tego że nigdy nie zostanie staruszkiem, że teraz mam... Dzisiaj nie byliśmy na żadnym porządnym spacerze - wychodzi na dwór, widzi słońce, robi siku i chce wracać. Wieczorami nie jest aż tak, ale zrobienie normalnej trasy jest niezwykle trudne. No i nawet jak ją zrobimy - to zdecydowanie nie to samo.
Przykro mi na to patrzeć..


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JoRew
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Lip 2017
Posty: 901
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 9:19, 23 Cze 2018    Temat postu:

Lucek po lomustynie był naprawdę innym psem - powolnym, ociężałym. Hunter i tak wydaje się (z twojego opisu) znosić ja lepiej. Poza tym upały Sad

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hunter
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Sty 2018
Posty: 426
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 15:19, 25 Cze 2018    Temat postu:

U nas tak sobie. Niby ok, ale jest inaczej. Od piątku - od pogorszenia pogody - Hunter zdecydowanie odżył. Nie jest jakiś obłożnie chory, wygląda dobrze, ale ja widzę mnóstwo małych rzeczy których nie robi a robił. Jak zaczepianie do zabawy, nie śpi w ogóle na plecach, najczęściej śpi na płasko jak żabka - wiecie co to za pozycja? Nie umiem tego opisać, ale wiem że jest inaczej.

I węzły.. niestety znów je wyczuwam. Nie wiem w sumie czy wcześniej zniknęły całkowicie, bo możliwe że utrzymywała się opuchlizna, które je przykrywała. Teraz opuchlizny zdecydowanie nie ma, ale węzły są. Nie można mieć wątpliwości. Łopatkowych nie wyczuwam - a przed chemią wyczuwałam, więc coś się zmieniło, ale skoro całkowicie nie zniknęły, to wiem jak jest.

Jutro jedziemy do Onkovetu - Pani dr oceni. No i ta buła na pupie. Coraz bardziej mnie niepokoi, a jeszcze przeczytałam że guzy nowotworowe mogą się pojawić nagle... Jutro sprawdzimy.

Dziewczyny, ja wiem co się dzieje i boję się każdego dnia. Nie wiem czy chemia na Hunterka nie działa czy dzieje się to czego bałam się od początku. Tzn. nie wierzę w coś takiego jak lekooporność - myślę że najczęściej to zła diagnoza, to np. choroba której jeszcze nie znamy; lub choroba którą znamy ale czegoś nie dostrzegamy - dlatego leki nie działają.
Tak czy inaczej wiem co to dla nas oznacza... Staram się oswoić z myślą, że każdego dnia może się stać najgorsze, pocieszam się że śmierć to element życia, tłumaczę sobie na milion sposobów, myślę o ludziach i ich jeszcze większych dramatach, żeby choć na chwilę poczuć ulgę i nie użalać się nad sobą. Trochę pomaga...

ps. naprawdę nie ma tragedii na dziś dzień - Hunter je, pije, bawi się z psami na dworze, węszy jak nienormalny pod blokiem (znowu cieczka), przytula się do mnie w nocy (bo jest chłodniej), gryzie kości, szczeka na klientów (choć nie na wszystkich)... Ale te węzły. Skoro nie znikają to wiem jak jest.

Sad


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JoRew
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Lip 2017
Posty: 901
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 19:24, 25 Cze 2018    Temat postu:

Patrycja - doskonale cię rozumiem, cały czas wyczuwam czające się zagrożenie. Ale postaraj się też czerpać radość z tego, co jest dziś. Hunter biega, bawi się i je. Nie wyprzedzaj tego, o czym nie chcesz myśleć.
Trzymam kciuki za trzymanie choroby w ryzach!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Hunter
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Sty 2018
Posty: 426
Przeczytał: 7 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Katowice
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:06, 26 Cze 2018    Temat postu:

Dzisiaj rano byłam załamana. Hunterek nie chciał parówki, nie reagował na klientów, miał dreszcze.. Pojechaliśmy do Onkovetu i okazało się ze to coś na pupie to ropień, cały wypełniony krwią i ropą (co pewnie definiuje ropień Wink).
Wysłaliśmy na posiew na wszelki wypadek i za tydzień dowiemy się czy to na pewno nic groźnego, choć pani dr sądzi ze to ma tylko związek z podaniem tam zastrzyków.
W tym, chciałam dodać, asparaginazy.

Po wizycie wyraźnie odżył, spacerował ożywiony, zjadł michę jedzenia, teraz gryzie sobie kość. Nie dostał żadnych leków, a jest lepiej Smile
Wczoraj obawiałam się dzisiejszego dnia, a dzisiaj znów jestem pełna nadziei Smile Pewnie ze wiem jak jest, ale co mi poza nadzieją zostało...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
JoRew
Gaduła
Gaduła



Dołączył: 16 Lip 2017
Posty: 901
Przeczytał: 7 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 19:56, 26 Cze 2018    Temat postu:

No to super - to pokazuje jednak, że nie należy lekceważyć żadnych takich dziwnych 'wyprysków'Smile)) ani - jak u mnie ostatnio - biegunki.

Bardzo trzymamy kciuki za dobrą formę Hunterka:)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Chłoniak u psów Strona Główna -> Opowiedz o sobie i swoim psiaku Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 39, 40, 41 ... 43, 44, 45  Następny
Strona 40 z 45

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group

Theme xand created by spleen & Emule.
Regulamin